top of page

Kiedy Twój angielski nie pokazuje, jak dobry jesteś w tym, co robisz

Bywały w Wielkiej Brytanii zebrania w pracy, podczas których miałam coś do powiedzenia — i tego nie mówiłam.

Nie dlatego, że nie rozumiałam tematu.

Nie dlatego, że nie miałam własnego zdania.

I nie dlatego, że nie miałam nic wartościowego do wniesienia.

Bałam się tego, co wydarzy się pomiędzy myślą w mojej głowie a angielskim, który wyjdzie z moich ust.

Po polsku wiedziałam, jak brzmię.

Po angielsku bałam się, że zabrzmię mniej inteligentnie, mniej elokwentnie, mniej kompetentnie, niż naprawdę byłam.

Więc czasami milczałam.

I to jest jedna z najbardziej dotkliwych rzeczy w pracy zawodowej w innym języku.

Twój angielski może stać się filtrem, przez który inni widzą kompetencje, które budowałeś całkowicie niezależnie od angielskiego.

Być może od piętnastu lat jesteś świetny w tym, co robisz.

Znasz swoją branżę.

Potrafisz rozwiązywać trudne problemy.

Zarządzasz ludźmi.

Masz osąd, który przychodzi dopiero z doświadczeniem.

A potem ktoś zadaje Ci pytanie po angielsku i nagle szukasz zupełnie zwyczajnego słowa.

Twoje zdania stają się krótsze.

Znika precyzja.

Być może używasz słownictwa, które wydaje Ci się boleśnie proste w porównaniu ze złożonością myśli, którą próbujesz przekazać.

A ponieważ Ty wiesz, jaka jest różnica między tym, co chciałeś powiedzieć, a tym, co udało Ci się powiedzieć, możesz wyjść z rozmowy z poczuciem, że wypadłeś źle.

Druga osoba mogła wcale tak nie pomyśleć.

Ale Ty tak.

I następnym razem być może odezwiesz się trochę mniej.

Czasami nawet nie sama prezentacja jest najtrudniejsza.

Slajdy możesz przygotować.

Pierwsze zdanie możesz przećwiczyć.

Możesz wiedzieć dokładnie, co chcesz powiedzieć.

Ale co wydarzy się później?

Ktoś zada pytanie, którego się nie spodziewałeś.

Poprosi Cię o doprecyzowanie.

Nie zgodzi się z Twoim wnioskiem.

Będziesz musiał obronić rekomendację, wyjaśnić złożoną myśl inaczej albo odpowiedzieć bez możliwości powrotu do przygotowanego tekstu.

I właśnie wtedy język musi być dostępny w czasie rzeczywistym.

W tym miejscu angielski może zacząć wpływać na Twoje decyzje zawodowe, zanim ktokolwiek inny podejmie je za Ciebie.

Widzisz stanowisko, na którym naprawdę dobrze byś sobie poradził.

Potem zauważasz, że rozmowa kwalifikacyjna będzie po angielsku.

Albo że trzeba będzie prowadzić spotkania z międzynarodowym zespołem.

Albo prezentować klientom.

Niekoniecznie powiesz sobie:

Nie aplikuję, bo mój angielski jest za słaby.

Znajdziesz inny powód.

To nie jest dobry moment.

Ta rola jednak nie jest idealna.

Może za rok.

Dlatego pewność językowa ma dla mnie znaczenie daleko wykraczające poza sam język.

Nie dlatego, że każdy powinien zostać świetnym mówcą.

Chodzi o to, żebyś mógł zdecydować, czy dana możliwość jest dla Ciebie, na podstawie samej możliwości — a nie swojego strachu przed angielskim.

Joanna Carr prowadząca prezentację przed dużą publicznością podczas wydarzenia biznesowego

Wiele lat po tamtych zebraniach znalazłam się na scenie.

Czasami przed setkami osób.

Nie dlatego, że mój angielski stał się perfekcyjny.

Nie stał się.

Doszłam tam między innymi dlatego, że z czasem zebrałam wystarczająco dużo dowodów na to, że potrafię przekazać coś wartościowego nawet wtedy, kiedy każde zdanie nie brzmi dokładnie tak, jak ułożyłabym je po polsku.

Nauczyłam się przygotowywać.

Porządkować to, co chcę powiedzieć.

Zwolnić.

Odnaleźć się, kiedy zgubię wątek.

Odpowiedzieć na pytanie, którego nie przećwiczyłam.

I — co równie ważne — przestać kontrolować każdą sylabę swojego angielskiego w chwili, w której powinnam być skupiona na przekazywaniu myśli.

Z czasem nauczyłam się nawet żartować ze sceny z tych wszystkich lęków, które wcześniej rozgrywały się w mojej głowie — i mówić o nich otwarcie ludziom siedzącym przede mną.

W pewnym momencie to, po co mówię, stało się ważniejsze od tego, jak wypadam, mówiąc po angielsku.

I to zmieniło wszystko.

Joanna Carr podczas dyskusji panelowej, rozmawiająca z publicznością z mikrofonem w dłoni

Przygotowanie do ważnej sytuacji to nie to samo co ogólne „poprawianie angielskiego”.

Jeśli za sześć tygodni masz prezentację, nie sądzę, żeby najbardziej użyteczną odpowiedzią było:

Popracujmy ogólnie nad Twoim angielskim.

Możemy być znacznie bardziej precyzyjni.

Co próbujesz przekazać?

Kto będzie Cię słuchał?

Jakiego języka naprawdę będziesz potrzebować?

W którym momencie najprawdopodobniej zrobi się trudno?

Jakie pytania mogą paść później?

Co zrobisz, jeśli zgubisz wątek?

Czy potrafisz wyjaśnić tę samą myśl prościej, jeśli zabraknie Ci słowa?

Czy potrafisz odpowiedzieć, kiedy ktoś zakwestionuje Twoje stanowisko?

Czy jesteś w stanie pozostać wystarczająco obecny, żeby naprawdę zauważyć swoją publiczność?

Ta sama zasada dotyczy rozmów kwalifikacyjnych, spotkań i trudnych rozmów zawodowych.

Przygotowujemy się do tego, co naprawdę masz zrobić.

A przy okazji — oczywiście — rozwija się również Twój angielski.

Celem nie jest brzmieć jak ktoś inny.

Chodzi o to, żeby język nie zasłaniał osoby, która już tam jest.

Twojego doświadczenia.

Twojego osądu.

Twojej osobowości.

Twoich pomysłów.

Twojego autorytetu.

Ludzie w pokoju powinni mieć dostęp również do nich.

Masz przed sobą coś ważnego?

Jeśli przygotowujesz się do prezentacji, rozmowy kwalifikacyjnej, spotkania albo innej sytuacji, w której angielski musi Cię wspierać, możemy zacząć właśnie od niej.

bottom of page